sobota, 28 marca 2009

Z archiwum


Do dziś kabel łączący komórkę z komputerem się nie odnalazł - niechybnie Maks gdzieś go schował w ramach zabawy w a-ku-ku. Gorzej, bo coraz większej liczby rzeczy, wliczając ten kabel, znaleźć nie sposób. Mama mówi, że to nie Maks, tylko tata go posiał, ale ja skłaniam się ku wersji z Maksem.

Można jednak i bez kabla! Voilà - dokopaliśmy się do paru archiwalnych filmików:

video

miejscowe zwyczaje walcowania zieleni

video

grudniowa zabawa w śniegu

video

Maks ma pół godziny (10/07/2007, ok. godz.13)

PS. Dziś w nocy przestawiamy zegarki o godzinę do przodu. Cały dzień trzymaliśmy Maksa z dala od tv i internetu, żeby o tym się nie dowiedział. Zobaczymy...

środa, 25 marca 2009

ufff

Dzisiaj po raz pierwszy Maks pojechał do żłobka bez butów. W domu nie ściągnęliśmy papci i dopiero pod żłobkiem, gdzie było mokro i 3 mm śniegu zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak. Na szczęście pani powiedziała, że ah non! pas du tout! i że liczba parasoli jest ograniczona i nie mają zamiaru wychodzić dzisiaj na dwór. ufff

Wczoraj ciocia Karolina (mama Natalii i Mateusza) powiedziała, że Mateusz właśnie zaczął porykiwanie wieczorne i daje 1.5-godzinne koncerty. Jeszcze godzinkę dłużej i mógłby konkurować z Mickiem Jaggerem. Na szczęście Maks daje krótsze koncerty - dziś wyjątkowo 53 (odmierzone niezależnie przez mamę i tatę) minuty. ufff

W kalendarzu wiosna i mama postanowiła kupić synowi skarpetki, bo teraz częściej będzie miał okazję nosić spodnie bez rajtuz pod spodem. Trzeba Wam wiedzieć, że skarpetki to ulubiona część garderoby Maksa. Oczywiście nie do noszenia, a jedynie do zakładania (tata) i ściągania (Maks). I pomyśleć, że mama mogła kupić więcej niż 4 pary... ufff

niedziela, 22 marca 2009

WRZASK

Maks zmienił ostatnio swoje podejście do świata. Lubi zaznaczać swoją obecność wrzaskiem. Tak jak pieski szczekają, żeby tylko ktoś je zauważył. Na dodatek obsikują kąty i tu przewaga Maksa jest wyraźna. On kątów nie obsikuje.

W związku z powtarzającym się wrzaskiem z byle przyczyny ("nie zgadłeś, co chciałem do jedzenia", "chciałbym otworzyć szafkę nad lodówką", "a dlaczego te szafki na dole mają jakieś głupie zabezpieczenia?" itp.) wprowadziliśmy w domu zasady porządkowe. Przy wrzasku utrzymującym się przez więcej niż 10 sekund, odprowadzamy Maksa do ciasnego kąta za stołem w dużym pokoju, czemu towarzyszy komenda: "Ciiiiiii, nie wrzeszcz, jak się uspokoisz, przyjdź. Wcześniej nie wychylaj się zza stołu. I to nie jest zabawa w ku-ku". Maks po 2- 3 minutach i 10-cio krotnym odprowadzeniu do kąta odpuszcza i zmienia się w starego, dobrego niewrzeszczącego Maksa i ze spokojem negocjuje wykonanie swoich zachcianek.

Sukces? Połowiczny. Niestety Maks zmienił także swoje podejście do zasypiania i teraz po wsadzeniu do łóżeczka drze się w niebogłosy. Nasze zasady porządkowe niewiele by pomogły. W takiej sytuacji umieszczenie go w kącie byłoby preludium do zabawy w chowanego. Albo, aż strach pomyśleć, do obsikiwania.

wtorek, 17 marca 2009

Gimnastyka

Kiedy Maks był młodszy zapodawałem mu ćwiczenia gimnastyczne przy ubieraniu, albo zmianie pieluchy. Nogi do góry, na dół, na boki i raz-dwa-trzy-cztery. Uwaga początkujący: gimnastykujemy tylko z pieluchą na tyłku!

Teraz Maks sam zaczyna ćwiczyć. Zaczęło się od taty, który położył się na dywanie, uniósł nogi do góry i głośno ziewnął. Nie trzeba było długo czekać na naśladownictwo.

Od niedzielnego wieczora kładziemy się wszyscy - na wyraźną prośbę Maksa - podczas Faktów na naszym małym dywanie, stłoczeni jak szprotki (jest u nas z wizytą babcia) i wykonujemy ćwiczenia. Raz-dwa-trzy-cztery-łuuuuuuaaaaa. Przy czym, żeby było jasne, dla naszego instruktora najważniejsze jest donośne łuuuuuuaaaaa, dlatego w tej konkurencji tata jest nie do pokonania :)

czwartek, 12 marca 2009

Nie powiedzieli

Ostrzegano mnie, choć już wtedy było za późno i Maks rozpychał się w brzuchu mamy, który było widać zanim zza zakrętu pojawiała się mama, że noce będą nieprzespane. Zgadza się. Mamy czasem takie noce.

Nasłuchałem się, choć nic zrobić nie mogłem, bo Maks już zadomowił się na świecie, że statystycznie dopadnie go jakieś 10-12 infekcji rocznie. Jak w mordę tyle łapie, na dodatek zawsze w najmniej odpowiednim momencie.

Tłumaczono mi, że taki mały chłopak ma problemy z komunikowaniem światu swoich zachcianek i w razie nieporozumienia będzie ryczał. No i ryczy, nawet wtedy, gdy zrozumiem go w lot, ale się na tę zachciankę nie zgadzam.

Jednak nikt wcześniej nie wspominał, nawet się nie zająknął, nie pisnął słówkiem, nie uchylił rąbka tajemnicy, nie zdradził, że 20-to miesięczniak może z taką miłością i uśmiechem wielkości piłki siatkowej witać swojego ojca w deszczowe popołudnie na korytarzu żłobka. Dla takich chwil mógłbym niemalże zapomnieć o tym, o czym wszyscy mówili.
Niemalże...

poniedziałek, 9 marca 2009

Najazd z Hagi

To nie déjà vu, nasze dzieci-śmieci spotkały się znów w komplecie. Tak jak na nartach, Maks znowu mógł się bawić z Mają, Stash'em i Mikołajem. Do Mikołaja mamy na piechotę i on sam pewnie, jak opanuje maszerowanie, będzie do nas wpadał, ale do Hagi kilometrów nazbiera się 383.

Postanowiliśmy dokumentować to wydarzenie, no bo kto pamięta po latach takie spotkania,
które się przeżyło mając lat 2


albo tylko 1?

Stasiek, wiem, że Ty masz prawie 5, pamiętam.


I nie ma się czego wstydzić, tym razem to rodzice namówili Was na wspólną kąpiel, no i proszę:


miłość kwitnie...

Maksiu i Maju! Jeśli to czytacie i jest 2018 rok, recesja już się skończyła, Ahonen Keep-Smiling zrezygnował ze skakania na zawsze, w Polsce właśnie wprowadzono spóźnione euro, a Zakopane organizuje zimową olimpiadę, to znaczy, że mimo waszych nocnych wrzasków, pozwoliliśmy Wam przeżyć dobrych parę lat od tych dwóch ostatnich nocy... Macie spory dług.

piątek, 6 marca 2009

Miłego weekendu!

Maks wyznaje zasadę, że wszystko, co napotka na drodze, musi wpaść w jego ręce. I to dosłownie. Znalazł niedawno swoją starą rękawiczkę i nie było wyjścia: 'mama pomóż!' i już ciasna, czerwona jednopalcówka mogła cieszyć dłoń.

Jednego dnia Maks postanowił się z nią wykąpać ('aj-aj-aj-aj jaka ona mokra'). Wczoraj przebił ten wyczyn, bo kazał ją sobie włożyć do kolacji, nie pozwolił ściągnąć przed myciem zębów (bo niby w czym miałaby przeszkadzać) i nie chciał słyszeć o oddaniu przed snem.


Przewidujemy, że może zarazić swoim awangardowym stylem kolegów i koleżanki w żłobku, których rodzicom już teraz życzymy miłego weekendu.

czwartek, 5 marca 2009

24 na dobę

Po ostatniej przerwie Maks znowu jest w żłobku, który mu dostarcza tyle radości. Mama mówiła, że dziś rano, o mało nie zsikał się ze szczęścia, jak przy wejściu zobaczył jednego z kolegów. Może i nawet się zsikał, ale nie mamy czujnika w pieluszce, który by o tym doniósł.

Kiedy go odbieram po południu, rzuca mi się na szyję i zaczyna opowiadać, pokazywać, pokrzykiwać i śmieje się przy tym od ucha do ucha. Mały wariat... Ale kiedy wracamy do domu, włącza już pięć minut po wejściu swoją upierdliowość i płaczliwość głośną, obliczoną na litość rodzicielską w postaci: 'co tylko zechcesz mój mały, dostaniesz'. Jak to się dzieje, że w kilka minut zmienia się z radosnego chłopaka w gburowatego malucha?

Od dłuższego czasu powtarzam, że wszystkim nam wyszłoby na dobre, gdyby żłobek był otwarty przez 24h/7d. Wtedy byśmy mogli przychodzić do niego 2-3 razy dziennie, rzucałby się nam na szyję, śmiał i wracał do gier i nauki. A my z dumą byśmy mogli opowiadać o tym, jak dobrze żłobek wpływa na naszą pociechę.

Nie wierzycie? A jak inaczej, jak nie uzdrowicielskim działaniem żłobka, wytłumaczyć fakt, że nocnik odrzucony kategorycznie przez Maksa przed kilkoma tygodniami (praktycznie w parę dni po zakupieniu) od wczorajszego popołudnia wrócił do łask i Maks sam próbuje się rozebrać i rozsiąść na nim wygodnie? O ile w tym przypadku w ogóle może być mowa o jakiejś wygodzie...

niedziela, 1 marca 2009

Wróciliśmy

Maks powrócił z nową głową. Na zewnątrz krótsze włosy, wewnątrz - miejmy nadzieję - więcej oleju, którego wlały babcie i dziadkowie.


PODRÓŻ DO
Mówi się, że podróże kształcą. Ja tam nie wiem, ale podróże z Maksem (przynajmniej te samochodem) męczą. Maks starym zwyczajem uznał, że to on jest kapitanem statku i wydaje komendy, wyjąc, krzycząc, bucząc. Dystans do pokonania to ponad tysiąc kilometrów, więc cierpliwości brak każdemu. Najbardziej Maksowi, który nie mogąc się doczekać wyjazdu, w ogóle nie chciał usnąć i wygrał walkę z rodzicami o pierwszej w nocy, kiedy ustalono, że wyjeżdżamy za chwilę zamiast o świcie.

POBYT W
Maks tradycyjnie ściemnił babcie ("to takie grzeczne dziecko", "przez cały dzień nawet nie zajęczał", "jadł co mu dałam na okrągło", "spał po południu prawie 3 godziny" itp.). Szkoda, że babcie nie słyszały go w ostatnią noc, kiedy to "grzeczne dziecko" "jęczało" "na okrągło" przez "3 godziny"!

PODRÓŻ Z
O dziwo, Maks potrafi zaskoczyć rodziców i trzymać fason w drodze powrotnej. Oczywiście rodzice nie kichają, nie kaszlą, nie smarkają i jedynie szeptają, żeby nie przebudzić smoka. Trzeba zatankować do pełna, założyć pampersa (wszyscy) i jechać tak długo, aż Maks się obudzi lub skończy się paliwo - w zależności, co nastąpi prędzej. Aha i liczyć na to, że Maks następnym razem zrobi kupę 35 a nie 350 kilometrów przed domem...